Wychodząc ze szkoły spostrzegłam, że prawie cały plac
przed budynkiem, został zajęty przez uczniów, czekających na autobus. Było tak
gorąco ,że wszyscy starali się o choćby odrobinę cienia. Wiele osób z tego
powodu wpychało się na innych, przez co wybuchały kłótnie i przepychanki. To
stanowiło wręcz zabawną scenę, jak się to oglądało z daleka. Jako jedna z
nielicznych osób postanowiłam nie wychodzić z klimatyzowanego
pomieszczenia.
Wielka ulga ogarnęła uczniów, gdy wreszcie pierwszy autobus podjechał, lecz nie trwała ona długo, ponieważ wewnątrz nich panował okropny zaduch. Wszystkie okna były otwarte do maksimum, ale to i tak było za mało. Miałam wrażenie, że zaraz zemdleje, ledwo co mogłam oddychać. W takich warunkach piętnaście minut zdawało się być wiecznością. Chłopaki na tyłach autobusu urozmaicić sobie przejazd, przez wymyślenie jakiejś zabawy. Śmiali się i wygłupiali, nie przejmując upalnym dniem.
Wielka ulga ogarnęła uczniów, gdy wreszcie pierwszy autobus podjechał, lecz nie trwała ona długo, ponieważ wewnątrz nich panował okropny zaduch. Wszystkie okna były otwarte do maksimum, ale to i tak było za mało. Miałam wrażenie, że zaraz zemdleje, ledwo co mogłam oddychać. W takich warunkach piętnaście minut zdawało się być wiecznością. Chłopaki na tyłach autobusu urozmaicić sobie przejazd, przez wymyślenie jakiejś zabawy. Śmiali się i wygłupiali, nie przejmując upalnym dniem.
W końcu autobus zatrzymał się na jednym z przystanków,
gdzie wysiadłam pośpiesznie ciesząc, że jestem na miejscu. No prawie na
miejscu. Ruszyłam szybkim krokiem, mijając po drodze trzech chłopaków, którzy
często mi dokuczali. Szczerze ich nienawidziłam i nie mogłam się doczekać końca
roku by w końcu się ich pozbyć. Zostały tylko dwa tygodnie. Jakoś to przeżyję.
W pewnym momencie usłyszałam swoje imię, które zostało
kilkakrotnie powtórzone. Poczułam nawet na ramieniu chłód.Przeszedł mnie
dreszcz. Odwróciłam się w mgnieniu oka i zobaczyłam...pustkę. Nikogo nie było.
Początkowo zaczęłam się bać, ale po chwili dotarło do mnie, że to pewnie znowu
chłopaki się wygłupiają i próbują mnie nastraszyć. Miałam nadzieję, że w końcu
to się im znudzi i dadzą mi spokój, ale się myliłam. Nigdy nie zmądrzeją.
- Idioci - wymamrotałam pod nosem i ruszyłam dalej.
Znowu zaczęłam słyszeć głosy, ale nie przejęłam się
tym.
- Sophie - powiedział ktoś upiornym głosem wprost do mojego ucha.
Nagle coś przeleciało mi przez ramię. Tam bardzo się
przestraszyłam, że stanęłam jak wryta patrząc jak ten przedmiot wbija się w
ziemię. No był... nóż, prawdziwy nóż. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To
mogło mnie zabić. Serce zaczęło mi bić jak szalone. Tego było już za wiele.
- Ogłupieliście, mogliście mnie... - odwróciłam się za siebie. Słowa
uwięzły mi w gardle. Widok wysokiego nieznajomego mężczyzny, ubranego całego w
czerń, to nie to co chciałam zobaczyć. Nie byłam w stanie nic powiedzieć.
Zatkało mnie. On nie wygląda na ten miły typ faceta.
- Witaj Sophie. Słonko, chyba dawno się nie widzieliśmy? - zapytał z
drwiącym uśmiechem.
Ciarki przeszły mnie po plecach, a oddech zaczął być
niespokojny. nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Stałam przed nim jak słup
soli. Przełknęłam ślinę.
- Kim jesteś i skąd znasz moje imię? - odezwałam się w końcu. Zlustrowałam
go z góry na dół. Nic poza kapturem, który przykrywa mu połowę twarzy i
skórzanym strojem, to chyba więcej powiedzieć nie mogę. Zignoruję ten fakt, że
ubiór ma niedostosowany do pogody... w ogóle to do pory roku, ale to dla niego
pewnie nieistotne. Są dwie opcje. Pierwsza - po prostu jest mu zimno przy takim
upale, gdzie na niebie nie ma ani jednej chmurki, a w cieniu jest trzydzieści
stopni. Druga to ubrał na siebie pierwsze, co znalazł w szafie.
- Sophie! - krzyknął ktoś w oddali. Odwróciłam się w
kierunku tego głosu i zobaczyłam wujka Lucasa, który stał przy swoim
samochodzie i machał do mnie ręką.
Chwila! Gdzie się podział nożownik? Rozejrzałam się
dookoła w poszukiwaniu tego faceta, ale go nie znalazłam. Bardzo mnie to
zdziwiło. Nie, żebym chciała by tu stał. Po prostu nikt nie potrafi od tak
wyparować. Kim do cholery on był i jak cudem tak szybko znikł?!
- Sophie wszystko w porządku? - zapytał znajomy głos.
- Co? - obejrzałam się za siebie. Lucas zatrzymał się swoim samochodem tuż
obok mnie. Jak to możliwe, że nie słyszałam jak nadjeżdża? - Tak... Chyba tak -
odparłam rozglądając się jeszcze raz.
- Zgubiłaś coś? Pomóc ci szukać?
- Nie, nic nie zgubiłam.
- Chcesz może ze mną jechać? Oczywiście jeśli nie jesteś zajęta?
- Czy ja kiedykolwiek miałam jakieś zajęcie?! - weszłam do samochodu,
zapięłam pas i rozłożyłam się wygodnie. Czułam jakbym lekko się w nim
zanurzała. Było mi bardzo przyjemnie.
- Z niczym innym jak z jakąś książką to cię nie widziałem.
- Dobrze, że mi przypomniałeś.
- O czym? - zapytał ruszając samochodem.
- Muszę wpaść do biblioteki wypożyczyć coś nowego - uśmiechnęłam się, na co
on wybuchł śmiechem.
- Oj Sophie. Ty się chyba nigdy nie zmienisz. Zawsze będziesz dla mnie małą
słodką Sophie.Taką cię zapamiętam - nastała chwila ciszy. - Hmm.. Zastanawiam
się skąd się u ciebie wzięła ta pasja do czytania książek? Mam nadzieję, że to
nie przeze mnie?! Wiem, że mam góry tych książek, ale to nie znaczy, że ja je
wszystkie przeczytałem.
- Nie wujku - zaczęłam się śmiać. - To nie przez ciebie.
- Co ty na to, by coś posłuchać?
- Czemu nie.
Umilił nam podróż włączając radio. Przełączał
stacje jedna po drugiej, aż w końcu się zatrzymał i pogłośnił. Była to muzyka
wprost idealna do jazdy samochodem. Zamknęłam oczy biorąc głęboki wdech. Myśli
zaczęły krążyć wokół słów jakie powiedział ten nieznajomy,, Witaj Sophie.
Słonko, chyba dawno się nie widzieliśmy? " Kim on jest, że się ze mną tak
wita? Przecież ja go nie znam, więc czemu użył słowa ,,słoneczko"? W ogóle
to skąd zna moje imię? Może spotkałam go kiedyś, ale nie zapamiętałam. Dziwne!
Takiego faceta bym nie przeoczyła, szczególnie w tych ciuchach. Chyba, że
zmienił się mu gust i teraz ubiera się jakby nie wiadomo czego się napatrzył.
Muszę przyznać, że ciekawi mnie kto się skrywa pod tym kapturem. Może jakiś
przystojniak?... . Co ja gadam? On rzucił we mnie nożem! No na szczęście
chybił. Chyba, że... . Nie, nawet nie chcę o tym myśleć, że mógłby to
zrobić specjalnie. Co by było, gdyby przypadkiem trafił? Mogłam skończyć z
nożem w barku! Aż mnie ciarki przeszły po plecach. Ale i tak chce się
dowiedzieć kto chowa się za tym kapturem, by mu skopać dupsko!
- Ziemia do Sophie!
- Hmm... ? - moje rozmyślenia przerwał Lucas.
- O co chodzi?
- Jesteśmy już na miejscu. Pomożesz mi?
- Hmm... ? - moje rozmyślenia przerwał Lucas.
- O co chodzi?
- Jesteśmy już na miejscu. Pomożesz mi?
- Z czym?
- Byłem na zakupach i chyba kupiłem więcej niż potrzebuję - uśmiechnął
się.
- Tak, tak. Już idę.
Wygramoliłam się z samochodu i wzięłam do rąk dwie torby, po czym udałam się za wujkiem do jego domu. Był w kolorze pomarańczowym, lekko wyblakłym od słońca. Przed nim znajdował się duży ogród z wąskim chodnikiem, który biegł, aż do drzwi wejściowych. Zawsze lubiłam czekać tutaj na zachód słońca, gdyż z tego miejsca widok był niesamowity.
Weszliśmy do środka. Gdy tylko przekroczyłam próg, poczułam, że powietrze stało się tu dużo chłodniejsze. Co za ulga.
- Sophie chodź za mną do kuchni.
- Tak, tak. Już idę.
Wygramoliłam się z samochodu i wzięłam do rąk dwie torby, po czym udałam się za wujkiem do jego domu. Był w kolorze pomarańczowym, lekko wyblakłym od słońca. Przed nim znajdował się duży ogród z wąskim chodnikiem, który biegł, aż do drzwi wejściowych. Zawsze lubiłam czekać tutaj na zachód słońca, gdyż z tego miejsca widok był niesamowity.
Weszliśmy do środka. Gdy tylko przekroczyłam próg, poczułam, że powietrze stało się tu dużo chłodniejsze. Co za ulga.
- Sophie chodź za mną do kuchni.
Odłożyłam torby w wyznaczonym przez niego miejscu i
już miałam pomóc mu je rozpakowywać, gdy nagle usłyszałam hałas za ścianą.
Spojrzałam na Lucasa.
- Tak też to słyszałem - odparł. - Zostań tu!
- Ale...
- Zostań!
Wyszedł z kuchni, po czym zaczął przeszukiwać parter.
Usłyszałam jakiś kolejny dźwięk, tym razem dobiegał z góry. Weszłam po schodach
do mojego ucha doszedł szmer. Dobiegał z pierwszego pokoju znajdującego się po
prawej stronie. To przecież sypialnia Lucasa.
- Gdzie to jest !? - odezwał się nerwowo głos za ścianą.
Zrobiłam kilka kroków przed siebie, aż do drzwi
pokoju. Starałam się być jak najciszej. Serce zaczęło mi walić jak szalone.
Bałam się kogo tam znajdę. Dobra Sophie, nie bądź mięczakiem. Otwórz
je. Na trzy. Raz... Dwa... Trzy...
Szarpnęłam szybko za klamkę i otworzyłam drzwi z takim impetem, że uderzyły o ścianę. Nie wiedziałam czy powinnam być zaskoczona czy raczej przestraszona. Zastałam w pokoju kompletny bałagan, jakby przeszło tu tornado. Poduszki porozrzucane po pokoju, wszystkie szafki otwarte, ubrania na podłodze. Nikogo tutaj nie zastałam, co wydaję się dziwne, bo przecież kogoś słyszałam. Okno było zamknięte od środka, więc nikt z tego pokoju nie wyszedł. Gdzie mógłby schować się włamywacz, jak nie pod łóżkiem?! Chyba nie ma innego dobrego miejsca na kryjówkę.
Szarpnęłam szybko za klamkę i otworzyłam drzwi z takim impetem, że uderzyły o ścianę. Nie wiedziałam czy powinnam być zaskoczona czy raczej przestraszona. Zastałam w pokoju kompletny bałagan, jakby przeszło tu tornado. Poduszki porozrzucane po pokoju, wszystkie szafki otwarte, ubrania na podłodze. Nikogo tutaj nie zastałam, co wydaję się dziwne, bo przecież kogoś słyszałam. Okno było zamknięte od środka, więc nikt z tego pokoju nie wyszedł. Gdzie mógłby schować się włamywacz, jak nie pod łóżkiem?! Chyba nie ma innego dobrego miejsca na kryjówkę.
Będę musiała go chyba czymś
obezwładnić. Tylko czym? Przeleciałam wzrokiem po sypialni i zatrzymałam się na
jednej rzeczy, na dużej encyklopedii. Hmm... Może nie poręczna, ale ciężka i to
się liczy. Wujek mówił mi kiedyś, że jest dla niego bardzo cenna, ale na
pewno mi wybaczy, że ją pożyczyłam. Może będzie bardzo zły, a w najgorszym
wypadku urwie mi głowę, ale przecież przyczyni się do złapania włamywacza.
Jakoś to przeżyję.... Albo i nie! Wzięłam ją do rąk i prawie upuściłam, bo
lekka to ona nie była.
Zrobiłam krok w stronę łóżka i potem następny. Zapadła w pokoju przeraźliwa cisza, która wcale mi nie pomagała. Czułam się jak w jakimś horrorze. Przykucnęłam i powoli, bardzo powoli spojrzałam pod łóżko. Kamień spadł mi z serca, kiedy nikogo tu nie znalazłam.
Zrobiłam krok w stronę łóżka i potem następny. Zapadła w pokoju przeraźliwa cisza, która wcale mi nie pomagała. Czułam się jak w jakimś horrorze. Przykucnęłam i powoli, bardzo powoli spojrzałam pod łóżko. Kamień spadł mi z serca, kiedy nikogo tu nie znalazłam.
- Sophie! Co ty tu robisz? - krzyknął głos za mną.
Wystraszona zrobiłam zamach księgą. O mały włos, a uderzyłabym Lucasa, który w porę się zorientował i zrobił unik.
- Przepraszam. Ja... ja nie chciałam - wybąkałam. Przestraszyłeś mnie.
- Ja cię przestraszyłem?! A kto próbuje mnie zabić encyklopedią?! - wrzasnął. - W porządku Lucas. Opanuj się - powiedział do siebie szczypiąc się w ramię. - To tylko encyklopedia. Moja biedna encyklopedia - zmartwił się i zabrał swoją własność z moich rąk. - Mówiłem ci przecież, byś jej nie dotykała, bo jest dla mnie bardzo ważna - oglądnął księgę z każdej strony, sprawdzając czy nie jest uszkodzona.
- Tak, wiem. Przepraszam jeszcze raz.
- Przyjmuję przeprosiny, bo wiem, że skoro ją wzięłaś, to musiał być jakiś ważny powód - odłożył ją delikatnie na półkę. - A, więc co ty tu robisz?
Wystraszona zrobiłam zamach księgą. O mały włos, a uderzyłabym Lucasa, który w porę się zorientował i zrobił unik.
- Przepraszam. Ja... ja nie chciałam - wybąkałam. Przestraszyłeś mnie.
- Ja cię przestraszyłem?! A kto próbuje mnie zabić encyklopedią?! - wrzasnął. - W porządku Lucas. Opanuj się - powiedział do siebie szczypiąc się w ramię. - To tylko encyklopedia. Moja biedna encyklopedia - zmartwił się i zabrał swoją własność z moich rąk. - Mówiłem ci przecież, byś jej nie dotykała, bo jest dla mnie bardzo ważna - oglądnął księgę z każdej strony, sprawdzając czy nie jest uszkodzona.
- Tak, wiem. Przepraszam jeszcze raz.
- Przyjmuję przeprosiny, bo wiem, że skoro ją wzięłaś, to musiał być jakiś ważny powód - odłożył ją delikatnie na półkę. - A, więc co ty tu robisz?
- Ja... Nic
- Ta jasne. Ja znam to twoje nic. Do ciebie to czasem mówić jak do ściany -
westchnął. - Nieważne. Powiedz mi co robiłaś z moją encyklopedią? Mam nadzieję,
że nie użyłaś jej by się bronić?!
- Nie... Skąd ci taki pomysł przyszedł do głowy? - odwróciłam wzrok i
zacisnęłam zęby.
- Sophie? Co ci chodziło po głowie?
- Mi zupełnie nic, poza tym, że chciałam przywalić włamywaczowi twoją
encyklopedią - wydusiłam w końcu to z siebie.
- Że jak! - wrzasnął wujek?
- Przepraszam - uśmiechnęłam się pokazując moje białe ząbki, na co Lucas
skrzywił się. Zapadła chwila milczenia.
- To co teraz? - zapytałam wskazując bałagan w pokoju.
- Powiedz mi jedno. Jak wyglądał złodziej? Jak uciekł?
- Nie wiem i - zrobiłam pauzę - jeszcze raz nie wiem. Gdy tu weszłam, jej
już nie było. Nie uciekła oknem, bo było zamknięte od środka, a drzwiami
przyszłam ja. Nie wiem jak ta osoba to zrobiła.
- Hmm... to dziwne - westchnął. - Wygląda na to, że ten złodziej już po raz drugi szuka w złym miejscu.
- Po raz drugi? Jak to? Kiedy to się stało?
- Dzisiaj rano. Wracałem do domu i zobaczyłem, że drzwi wejściowe są uchylone. Zawsze zamykam je na klucz i sprawdzam na wszelki wypadek. Nie znikło mi nic z domu, ale na to wygląda, że on nie zamierza się poddać skoro zrobił to jeszcze raz. Jak go jeszcze raz spotkam to mu przywalę pogrzebaczem w klejnoty! Pożałuje, że wtargnął do mojego domu! Jeszcze nie zapomniałem jak się gra w golfa. Byłem w tym bardzo dobry, wiesz?!
- Hmm... to dziwne - westchnął. - Wygląda na to, że ten złodziej już po raz drugi szuka w złym miejscu.
- Po raz drugi? Jak to? Kiedy to się stało?
- Dzisiaj rano. Wracałem do domu i zobaczyłem, że drzwi wejściowe są uchylone. Zawsze zamykam je na klucz i sprawdzam na wszelki wypadek. Nie znikło mi nic z domu, ale na to wygląda, że on nie zamierza się poddać skoro zrobił to jeszcze raz. Jak go jeszcze raz spotkam to mu przywalę pogrzebaczem w klejnoty! Pożałuje, że wtargnął do mojego domu! Jeszcze nie zapomniałem jak się gra w golfa. Byłem w tym bardzo dobry, wiesz?!
- W czym? W celowaniu pogrzebaczem w klejnoty? - nie mogłam powstrzymać
śmiechu.
- W tym też - wujek też zaczął się śmiać.
Uspokoiliśmy się, po czym zapytałam.
- Wiesz kto to mógłby być? Podejrzewasz kogoś?
- Nie, ale chyba wiem po co przyszedł. Chodź ze mną - wstał i ruszył ku wyjściu. - A co z tym bałaganem?
- To może zaczekać - powiedział nie zatrzymując się.
Zeszłam za nim na dół, do salonu. Usiedliśmy. Ja na fotelu, a wujek na przeciwko mnie, na sofie. Przybrał poważny wyraz twarzy.
- Mam pytanie do ciebie. Może wydawać ci się to trochę dziwne, że o to pytam, ale bardzo mi zależy na twojej odpowiedzi.
- To pytaj.
- Tylko odpowiadaj szczerze.
Kiwnęłam głową.
- W tym też - wujek też zaczął się śmiać.
Uspokoiliśmy się, po czym zapytałam.
- Wiesz kto to mógłby być? Podejrzewasz kogoś?
- Nie, ale chyba wiem po co przyszedł. Chodź ze mną - wstał i ruszył ku wyjściu. - A co z tym bałaganem?
- To może zaczekać - powiedział nie zatrzymując się.
Zeszłam za nim na dół, do salonu. Usiedliśmy. Ja na fotelu, a wujek na przeciwko mnie, na sofie. Przybrał poważny wyraz twarzy.
- Mam pytanie do ciebie. Może wydawać ci się to trochę dziwne, że o to pytam, ale bardzo mi zależy na twojej odpowiedzi.
- To pytaj.
- Tylko odpowiadaj szczerze.
Kiwnęłam głową.
- Widziałaś kiedyś coś dziwnego? - oparł łokcie o kolana.
- No cóż - przez głowę przechodziło mi tysiące różnych zdarzeń jakie miały miejsce w moim życiu.
- Nie. Chodzi mi o naprawdę coś dziwnego.
- Masz na myśli jakieś duchy?
- Coś w tym stylu - rozejrzał się dookoła. - Coś co trudno wyjaśnić.
- Takie rzeczy to spotykam tylko w moich książkach - chciałam nieco rozluźnić atmosferę.
- Sophie! Ja na poważnie - poprawił się na fotelu.
- Nie. Nic. A dlaczego o to pytasz?
- Bo ostatnio przydarzają mi się dziwne rzeczy. Dziś włamania, a kilka dniu temu...
- Co, co się stało? - zapytałam niecierpliwie.
- Przechadzałem się po lesie, gdy zobaczyłem kogoś przybranego całego w czerń z kapturem na głowie.
- Z kapturem? - zapytałam wystraszona, że może Lucas mówi o tym tajemniczym nożowniku, którego spotkałam dziś po południu. Gdy padło słowo ,, z kapturem " , to o mało co nie spadłam z fotela.
- Tak. Miał na sobie kaptur. Nie widziałem twarzy, bo był odwrócony do mnie plecami. Poza tym szybko uciekł. Gdy zniknął zobaczyłem, że na ziemi w miejscu, gdzie stał zaczęło coś świecić się na niebiesko. Po chwili jednak zgasło - mężczyzna wstał, podszedł do jednej z szafek i wyciągnął drewniane pudełko. - Znalazłem wtedy to - powiedział unosząc wieko.
- No cóż - przez głowę przechodziło mi tysiące różnych zdarzeń jakie miały miejsce w moim życiu.
- Nie. Chodzi mi o naprawdę coś dziwnego.
- Masz na myśli jakieś duchy?
- Coś w tym stylu - rozejrzał się dookoła. - Coś co trudno wyjaśnić.
- Takie rzeczy to spotykam tylko w moich książkach - chciałam nieco rozluźnić atmosferę.
- Sophie! Ja na poważnie - poprawił się na fotelu.
- Nie. Nic. A dlaczego o to pytasz?
- Bo ostatnio przydarzają mi się dziwne rzeczy. Dziś włamania, a kilka dniu temu...
- Co, co się stało? - zapytałam niecierpliwie.
- Przechadzałem się po lesie, gdy zobaczyłem kogoś przybranego całego w czerń z kapturem na głowie.
- Z kapturem? - zapytałam wystraszona, że może Lucas mówi o tym tajemniczym nożowniku, którego spotkałam dziś po południu. Gdy padło słowo ,, z kapturem " , to o mało co nie spadłam z fotela.
- Tak. Miał na sobie kaptur. Nie widziałem twarzy, bo był odwrócony do mnie plecami. Poza tym szybko uciekł. Gdy zniknął zobaczyłem, że na ziemi w miejscu, gdzie stał zaczęło coś świecić się na niebiesko. Po chwili jednak zgasło - mężczyzna wstał, podszedł do jednej z szafek i wyciągnął drewniane pudełko. - Znalazłem wtedy to - powiedział unosząc wieko.
Moim oczom ukazał się sztylet z wężem na rękojeści i
falowanym ostrzem. Miał jeszcze kilka małych znaków wyrytych na ostrzu, których
nie znałam.
- Mogę? - zapytałam wyciągając dłoń nad pudełko.
- Tak.
Wzięłam do ręki przedmiot. Nagle poczułam ciepło, które momentalnie zamieniło się w przeraźliwy chłód, rozchodząc się po całym moim ciele. Wszystko dookoła zaczęło znikać razem z wujkiem, który patrzył na mnie przerażony. Jasność zamieniła się w ciemność. Nie widać było już nic. Otoczenie zrobiło się jakoś dziwnie wilgotne i mokre. W oddali pojawiło się maleńkie światełko, które stawało się coraz większe i jaśniejsze z każdym krokiem jaki stawiałam przed siebie. Szłam bardzo powoli, bo nie chciałam się o coś potknąć. Nie wiedziałam przecież po czym stąpam. Po chwili światło przybrało kolor zielony. Zobaczyłam przed sobą pięknie wyglądającą polanę, skąpaną w delikatnym słońcu. Była ona otoczona wielkim lasem sięgającym, aż po horyzont. Jakaś dziwna siła zaczęła mnie ciągnąć do tego miejsca. Wyciągnęło mnie, aż na sam środek tej polany. Rozejrzałam się dookoła, zastanawiając się co ja tu właściwie robię. Wtem z za drzew wyłoniła się tajemnicza postać, ubrana w identyczny strój - taki jaki miał ten nieznajomy. Nagle wyciągnął sztylet, gdzie na jego ostrzu zaczęły świecić na niebiesko dziwne symbole. Rzucił go w moją stronę, ale schyliłam się unikając zranienia. Nożownik - z jego postawy można było wywnioskować, że się wkurzył - wyjął dwa miecze, ruszając do ataku. Uniosłam przed siebie ręce - choć nie chciałam tego zrobić - i wyrzuciłam trzy odłamki lodu, które pojawiły się przed moimi dłońmi. Pierwsze dwa zostały odbite przez miecze, a trzeci trafił przeciwnika w ramię, gdzie utworzyła się lodowa skorupa. Niestety pękła i wróg szybkimi ruchami znalazł się przede mną. Wykonał zamach swoją bronią, lecz mu się nie udało mnie trafić, bo zrobiłam unik podcinając mu przy tym nogi. Nieznajomy upadając wypuścił z rąk miecze. Mimo mocnego podcięcia wstał bez trudu. Spojrzał wtedy na ziemię przed sobą, z której zaczęła wydobywać się czarna smuga dymu. Zrobiła się tak gęsta, że przeciwnik całkowicie w niej zniknął. Po chwili dym rozpłynął się w powietrzu razem z nożownikiem.
Nagle poczułam ból z tyłu głowy i upadłam na ziemię. Wstałam powoli, gdyż ból był niesamowicie mocny i trochę zaczęło mi się kręcić w głowie. Nim się zorientowałam co się dzieje, zostałam obezwładniona przez napastnika. Ręce miałam skrępowane z tyłu pleców. Przyłożył mi do gardła sztylet. Zamknęłam oczy przełykając ślinę.
- Mogę? - zapytałam wyciągając dłoń nad pudełko.
- Tak.
Wzięłam do ręki przedmiot. Nagle poczułam ciepło, które momentalnie zamieniło się w przeraźliwy chłód, rozchodząc się po całym moim ciele. Wszystko dookoła zaczęło znikać razem z wujkiem, który patrzył na mnie przerażony. Jasność zamieniła się w ciemność. Nie widać było już nic. Otoczenie zrobiło się jakoś dziwnie wilgotne i mokre. W oddali pojawiło się maleńkie światełko, które stawało się coraz większe i jaśniejsze z każdym krokiem jaki stawiałam przed siebie. Szłam bardzo powoli, bo nie chciałam się o coś potknąć. Nie wiedziałam przecież po czym stąpam. Po chwili światło przybrało kolor zielony. Zobaczyłam przed sobą pięknie wyglądającą polanę, skąpaną w delikatnym słońcu. Była ona otoczona wielkim lasem sięgającym, aż po horyzont. Jakaś dziwna siła zaczęła mnie ciągnąć do tego miejsca. Wyciągnęło mnie, aż na sam środek tej polany. Rozejrzałam się dookoła, zastanawiając się co ja tu właściwie robię. Wtem z za drzew wyłoniła się tajemnicza postać, ubrana w identyczny strój - taki jaki miał ten nieznajomy. Nagle wyciągnął sztylet, gdzie na jego ostrzu zaczęły świecić na niebiesko dziwne symbole. Rzucił go w moją stronę, ale schyliłam się unikając zranienia. Nożownik - z jego postawy można było wywnioskować, że się wkurzył - wyjął dwa miecze, ruszając do ataku. Uniosłam przed siebie ręce - choć nie chciałam tego zrobić - i wyrzuciłam trzy odłamki lodu, które pojawiły się przed moimi dłońmi. Pierwsze dwa zostały odbite przez miecze, a trzeci trafił przeciwnika w ramię, gdzie utworzyła się lodowa skorupa. Niestety pękła i wróg szybkimi ruchami znalazł się przede mną. Wykonał zamach swoją bronią, lecz mu się nie udało mnie trafić, bo zrobiłam unik podcinając mu przy tym nogi. Nieznajomy upadając wypuścił z rąk miecze. Mimo mocnego podcięcia wstał bez trudu. Spojrzał wtedy na ziemię przed sobą, z której zaczęła wydobywać się czarna smuga dymu. Zrobiła się tak gęsta, że przeciwnik całkowicie w niej zniknął. Po chwili dym rozpłynął się w powietrzu razem z nożownikiem.
Nagle poczułam ból z tyłu głowy i upadłam na ziemię. Wstałam powoli, gdyż ból był niesamowicie mocny i trochę zaczęło mi się kręcić w głowie. Nim się zorientowałam co się dzieje, zostałam obezwładniona przez napastnika. Ręce miałam skrępowane z tyłu pleców. Przyłożył mi do gardła sztylet. Zamknęłam oczy przełykając ślinę.
- Dzielnie walczyłaś, ale przegrałaś! - szepnął.